wtorek, 25 czerwca 2013

20-24.06.2013 Portugalia

Gdzie nas tym razem poniosło? Aż na sam skraj Europy! Portugalia nas urzekła od pierwszej chwili (Wojtka urzekła już na lotnisku, kiedy po wyjściu z terminala błyskawicznie dopadła go miła pani i wcisnęła mu do ręki mapę Porto. "Tego mi było właśnie trzeba" - powiedział Wojtek pozornie spokojnie, ale z błyskiem dzikiej radości w oku).

A co nas najbardziej urzekło? Atmosfera Lizbony, strome uliczki (i wynalazki żeby pokonać te stromizny, czyli zabytkowe windy i kolejki uliczne), żółty tramwaj 28, który się przez te uliczki przeciska (można dotknąć ścian budynków wystawiając rękę przez okno, a piesi muszą się przytulać do murów, żeby się tramwaj zmieścił). Niesamowite są azujejos, czyli płytki zdobiące wszystko co się tylko da. Jest pełno klimatycznych knajpek, gdzie można zjeść dorsza na 1001 sposobów. Mamy pewne podejrzenia, że masa z dorsza była nawet w ciastku, które Wojtek zamówił w jednej cukierni (ciastko było dobre, tylko smak jakiś taki inny, ...rybny?).  Porto, czyli miejsce po prostu niesamowicie piękne, zaparło nam dech w piersiach. A te imprezy... Czerwiec to w Portugali miesiąc Santos Populares, czyli popularnych świętych: Antoniego, Jana, Piotra i Pawła. No i w związku z tym trwa jedna, wielka fiesta. Płynnie przechodzą od jednego świętego do drugiego. W Lizbonie wszędzie był Antoni, a w Porto największa Portugalska impreza uliczna (i największa jaką w ogóle widzieliśmy) na Św. Jana.  

Na początek parę zdjęć z Lizbony. Więcej może będzie w kolejnych postach (nie obiecujemy, ale się postaramy)

WIdok na Lizbonę z dzielnicy Barrio Alto - daleko w tle widać katedrę

Plac Rossio

Most nad Tagiem, prawie jak San Francisco

Pomnik Odkrywców - stąd właśnie odpływał Vasco da Gama

Mapa kolonii Portugalskich, taki sobie chodnik

Torre de Belem

I znowu Vasco da Gama

Tramwaj 28 w dzielnicy Alfama

Widok, tym razem na drugą stronę miasta

A tak jeżdżą tramwajem Lizbońskie dzieciaki

Alfama

Azulejos i Alfama w tle

Wszędzie suszy się pranie, a babcie siedzą w oknach jak śląskie omy

środa, 15 maja 2013

Odrobina luksusu....

W ubiegła sobotę pławiliśmy się w luksusie! Byliśmy w 5* (tak, tak, prawdziwe pięć gwiazdek) hotelu Modrzewie w Szczawnicy. A jak to się stało?
W zeszłym roku wygraliśmy konkurs ogranizowany przez Kubę podczas jego wyprawy na Islandię (projekt nazywa się Adventure Globe: Iceland Adventure i tutaj można, a nawet trzeba, zobaczyć coś więcej na ten temat). W każdym razie  po zaciekłej i bardzo emocjonującej rywalizacji udało nam się zająć trzecie (to ja) i pierwsze miejsce (Wojtek). No i efekty możecie zobaczyć poniżej! Było fantastycznie. Modrzewie to Wojtka nagroda, ja wygrałam nocleg w Willi Marta - byliśmy tam jeszcze w marcu.
Budynek Modrzewi jest z lat 30-tych, modernistyczny, obłędny!  Wszystko było super. A to śniadanie... :)

Dziękujemy:  Kubie i firmie Uzdrowisko Szczawnica.
To kiedy następny konkurs? :)




czwartek, 25 kwietnia 2013

niedziela, 10 lutego 2013

czwartek, 17 stycznia 2013

Pokaz zdjęć z Nowej Zelandii

We wtorek 29 stycznia o godzinie 19:00 będziemy opowiadać i pokazywać zdjęcia z naszego wyjazdu w Artefakt Cafe na Kazimierzu. Wszystkich, którzy chcą zobaczyć pingwiny, wulkany, foki, lodowce, hobbitów, fiordy i inne nowozelandzkie smaczki, a także o nich posłuchać, serdecznie zapraszamy!




środa, 16 stycznia 2013

Wątek kulinarny

W niedzielę niestety przegrałam zaklad. Nieważne już o co, ważna była stawka - Wojtek, w razie przegranej, miał robić poranną kawkę przez tydzień, a ja ugotować dwa obiady na życzenie. No i przynajmniej nareszcie będzie wątek kulinarny na blogu. Dziś podano: empanadas i sałatkę z pieczonej dyni z sosem z żurawiny.
A inspiracja pochodzi stąd:
http://stokolorowkuchni.blox.pl/2012/10/Salatka-z-pieczonej-dyni-razy-dwa.html
i stąd:
http://paulinka-to-ja.blogspot.com/2011/08/empanadas.html

Oczywiście przepisy zostały zmodyfikowane po mojemu - a jakże!

I poniżej z dumą prezentuję efekty: