sobota, 27 października 2012
Poszukujemy nowozelandzkiej muzyki. I nie jest lekko. Maoryska muzyka pseudotradycyjna, kiepski pop z lat osiemdziesiątych i kilka grup heavy metalowych - nie trafiliśmy na nic, co nam się podoba. Z jednym wyjątkiem - już jakiś czas temu odkryliśmy perełkę - Flight of The Concords: duet muzyczno - kabaretowy, twórcy serialu popularnego w USA. Strasznie abstrakcyjne poczucie humoru....ale lubimy :)
niedziela, 14 października 2012
Śródziemie
Trzeba przyznać, że w Nowej Zelandii potrafią zadbać o PR. Liczne filmiki promocyjne produkowane przez tamtejszą agencję turystyczną robią niezłe wrażenie. Jeden z nich, porównujący kraj do Śródziemia, oraz z narracją bodajże aktora który zagrał Gandalfa, możecie obejrzeć poniżej
Władca Pierścieni, którego kręcono już ponad 10 lat temu, nadal napędza ruch turystyczny i cały czas jest źródłem sporych dochodów. Peter Jackson i jego ekipa wykorzystali plenery z różnych zakątków wyspy północnej i południowej, a w produkcji wzięło udział ponad 20 tys. Nowozelandczyków którzy stali się orkami, hobbitami, elfami czy innymi postaciami. Zapewne część z nich, jak i wiele lokalizacji zostało też wykorzystanych ponownie przy kręceniu Hobbita (nowozelandzka premiera w dzień po naszym wyjeździe).
Niektóre z tych miejsc zamierzamy zobaczyć, choć na pewno nie jesteśmy aż tak wielkimi fanami by objechać cały kraj po to, by zaliczyć jak najwięcej miejsc po których stąpał Legolas czy Aragorn. Tym bardziej, że ponoć można przeżyć spore rozczarowanie, gdyż wiele lokalizacji zostało znacząco "podrasowanych" komputerowo. Przykładowo widziałem zdjęcia miejsca które zagrało Isengard i jestem przekonany, że będąc tam, w życiu bym się tego nie domyślił.
środa, 10 października 2012
Nowa Zelandia!!!
Zaledwie 3,5 tygodnia zostało do wyjazdu, którego od dawna nie możemy się doczekać. 5 listopada po południu, po około 40 godzinach od wylotu z Krakowa, wylądujemy na lotnisku w Christchurch - największym mieście na wyspie południowej Nowej Zelandii.
Spędzimy tam 22 dni, z czego 2 tygodnie na wyspie południowej a tydzień na wyspie północnej, i 27 listopada wyruszymy w drogę powrotną, tym razem z Auckland. Poniżej można zobaczyć jak w zamierzeniu ma wyglądać nasza trasa, którą będziemy przemierzać pociągiem, wynajętym samochodem, statkiem, promem, łódką, oraz pieszo.
W miarę możliwości również podczas wyjazdu będziemy starali się relacjonować gdzie jesteśmy i jak układa się podróż. Pewnie jeszcze przed wylotem opublikujemy kilka postów, aby przybliżyć ten jeden z najbardziej odległych od Polski krajów świata :)
poniedziałek, 10 września 2012
Prażone po babicku
Zauważyłam ostatnio, że ten blog miał być z założenia podróżniczo-kulinarny... No to o kulinarnej tradycji rodzinnej będzie: o prażonym.
A dziś dokształcałam się etnograficznie o prażonym i.... proszę jakich niesamowitych
odkryć się dogrzebałam:
"Prażonki –
(pieczonki, duszonki) potrawa pochodząca z Zagłębia Dąbrowskiego.
W Porębie w woj. śląskim co roku organizowany jest
„Światowy Festiwal Prażonek”. Prażonki sporządzane są
z ziemniaków krojonych w plastry lub kostkę i duszonych w kotle
ze smalcem, cebulą, kiełbasą, boczkiem,
ew. burakami i marchwią, przykrywane liściem kapusty lub ew.
papierem śniadaniowym, które to następnie dociska się ściśle i szczelnie
pokrywką dokręcaną na śrubę. Doprawiane odpowiednio solą i pieprzem.
Podawane zwykle z kefirem i mizerią. Inne nazwy
to pieczonki, duszonki, duszaki, prażynki, duszone, maścipula, dymfoki,
prażuchy. Rodzaj zwany dymfokami składa się z ziemniaków, kiełbasy, boczku i
białej kapusty z dodatkiem pieprzu i soli.
Klasycznie przygotowywane na ognisku
w żeliwnym kociołku (z dokręcaną pokrywką) produkowanym w Porębie (tylko w
Porębie produkuje się jeszcze tradycyjne kociołki
żeliwne), Myszkowie i Zawierciu. Istnieją też kociołki
aluminiowe".
Jak się okazuje prażonki porębskie,
czyli nasze prażone, wpisane są na listę produktów regionalnych województwa
śląskiego. Trochę o ich historii ze strony ministerstwa:
"Z regionem zawierciańskim, a w
szczególności z Porębą, od wielu pokoleń związana jest potrawa zwana
prażonkami. W produkowanych tu od ponad 200 lat garnkach, zwanych kociołkami
piecze się, a popularnie mówiąc – praży, ziemniaki z dodatkiem kiełbasy, boczku,
cebuli, smalcu, soli i pieprzu, tworząc specyficzną potrawę rodem z Poręby. Z
początku dekiel garnka przykrywano rozią, obecnie przed dekiel zakłada się
liście kapusty i dokręca pokrętłem. Pierwsze garnki dla potrzeb lokalnych
zaczęto odlewać, jak podają stare kroniki, w 1799 roku. Z początku zatrudnionym
ludziom garnki te dawano jako częściową zapłatę za pracę. Z biegiem czasu
robotnicy woleli garnki od pieniędzy, ponieważ w tym czasie masowo były
dostępne jedynie garnki gliniane. Popyt ten doprowadził do uruchomienia
produkcji garnków, tym bardziej, że w pobliskiej karczmie przysmakiem, który
ściągał okoliczną ludność były prażonki. Pisali o tym też znani regionaliści
Michał Poleski i Michał Fedorowski opisujący tradycje i zwyczaje ziemi
zawierciańskiej. Po wybudowaniu emalierni w 1863 roku zaczęto produkować
naczynia kuchenne, w tym także popularne kociołki. W latach 1869-1880 ich
produkcja znacznie wzrosła i w ten sposób porębska wytwórnia zajęła pierwsze
miejsce w Królestwie Polskim. Porębskie prażonki Po wojnie garnki produkowano
tylko dla lokalnej ludności, a kociołki do prażonek odlewa się do dziś.
Prażonki są odzwierciedleniem odwiecznego zamiłowania do biesiad i bodaj
najbardziej żywotną tradycją w zawierciańskim. Już w latach przedwojennych, później
w latach 50. i 60. odbywały się niedzielne festyny w „modrzewkach”, na które
przychodziły całe rodziny. W latach 70. i 80. organizowano prażonki połączone z
zabawą taneczną. Zwyczaj ten kontynuowany jest dziś także w szkołach – tradycją
stały się klasowe prażonki we wrześniu. Można powiedzieć, że jest to nie tylko
zwyczaj o charakterze kulinarnym, lecz także zjawisko towarzyskie i kulturowe.
Dzięki powiązaniom rodzinnym prażonki rozpowszechniły się w różnych rejonach
Polski i za granicą (prawie w całej Europie, trafiły nawet do Japonii,
Australii i USA). Ten zwyczaj spędzenia wolnego czasu przy ognisku łączy
tradycję oraz przyjaźń i jest pielęgnowany przez miejscowe środowisko"
(źródło: http://www.minrol.gov.pl/pol/Jakosc-zywnosci/Produkty-regionalne-i-tradycyjne/Lista-produktow-tradycyjnych/woj.-slaskie/Porebskie-prazonki)
Ale żeby było ciekawiej, to
Małopolska nie może być gorsza. W Małopolsce produktem regionalnym są ziemniaki
po cabańsku, a pochodzą one z Chrzanowa:
"Ziemniaki po
cabańsku - potrawa jednogarnkowa, znana również pod
nazwą pieczone, pieczonki, prażone.Potrawa, na ziemi
chrzanowskiej jest nazywana pieczone oraz ziemniakami po cabańsku -
od Cabanów czyli ludności, która przybyła do Chrzanowa w XIII
wieku, w czasach najazdów tatarskich. Cabani byli pasterzami (czabani),
którzy pilnowali trzody potrzebnej do wyżywienia armii tatarskiej. Gdy zmarł
chan tatarski i wojska wycofały się z Polski część pasterzy pozostała na ziemiach
podbijanych. Zostali oni wówczas właścicielami stad bydła. Część z nich
osiedliła się w Chrzanowie i przyjęła polskie nazwiska.
Danie przygotowuje się
z ziemniaków, jarzyn (marchew, pietruszka, cebula, kilka
liści kapusty, buraki) i wędliny (boczek, kiełbasa) wżeliwnym kociołku
z nóżkami i pokrywą dociskaną wkręcanym trzpieniem, ustawianym na ognisku.
Tradycyjnie danie było przygotowywane w kociołku bez przykrywki. Do tego celu
służyły liście kapusty, a jako docisku używano darni odwróconej trawą do liści.
Do tej pory niektórzy mieszkańcy Chrzanowa i okolic tak przygotowują to
danie".
(źródło: wikipedia)
niedziela, 2 września 2012
Byliśmy w raju!
Wczoraj - 1.09.2012 przeszliśmy szlakiem przez przełom Hornadu, a dziś dolinę Suchej Beli - coś niesamowitego (jak już przelazłam przez te wszytskie drabinki z powyłamywanymi szczebelkami, wiszące nad przepaścią i na trzęsących nogach zjadłam w nagrodę resztkę czekolady, to byłam zachwycona - polecam!).
| Takie tam, widoczki po drodze... (tuż za przełęczą Zdziarską) |
| Dzień 1 - przełom Hornadu |
| Stupaczki - czyli coś, o czym naiwnie myślałam, że jak przejdę, to najgorsze będzie za mną \ |
| Autokemping Podlesok - prawie dzicz |
| Dzień 2 - Sucha Bela |
| I na koniec - Kieżmark A więcej jest tu: https://picasaweb.google.com/agakrupnik/2012090102SOwackiRaj?authuser=0&authkey=Gv1sRgCPjbxK-z2ZCSygE&feat=directlink |
Dobra rzecz
Testujemy nasz samochód - do tej pory poruszaliśmy się pociągami, stopem, pekaesami, busami i samochodami naszych znajomych. Ale co swój, to swój! W poprzedni weekend (25-26.08.2012) przeżylismy wschód Słońca z widokiem na Tatry, jarmark w Bardejowie, zjazd motocyklistów w Zdyni, odwiedziliśmy bazę namiotową w Radocynie, cerkiew w Gładyszowie i Kwiatoniu no i na deser jeszcze browar w Grybowie, a wszystko w niecałe 48 godzin!
Co tu dużo gadać - samochód dobra rzecz!
Co tu dużo gadać - samochód dobra rzecz!
wtorek, 31 sierpnia 2010
Wracamy
Juz za kilka godzin ruszamy na lotnisko w Ammanie i przez Ryge i Warszawe wracamy do Krakowa. O Jordanii nie bylo okazji napisac, ale choc wydaje nam sie wciaz mniej ciekawa niz Syria, miejsca ktore tu widzielismy sa najlepsze podczas calego wyjazdu. Petra, unoszenie sie na Morzu Martwym, ogladanie korali w Morzu Czerwonym, ruiny w Jerash. No i 4 noce w Ammanie, mozliwe ze najbardziej nudnej stolicy swiata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


