sobota, 7 sierpnia 2010

Ku południowi




Wczoraj rozpoczęła się kolejna długa podróż. Po wizycie w Armenii kolejnym państwem jest Syria, ale przez skomplikowaną historię i sytuację turecko-ormiańską nie da się dojechać tam tak łatwo. Dziewczyny muszą właściwie pokonać z powrotem całą swoją trasę aż w rejon Trabzonu, odwiedzając po drodze Gruzję (wczoraj były w miejscowości Achalcyche). Dziś przez Batumi i port Hopa dostaną się do Turcji, a już jutro czeka je cała długa podróż autobusem przez wschodnią Turcję do miasta Gaziantep z którego do Syrii już rzut beretem.


W międzyczasie udało im się odwiedzić ambasadę syryjską w Erewaniu gdzie bardzo miły pan poinformował je że "you can get visa on the border without any problem". To wreszcie wygląda na w pełni wiarygodną informację. Ja mimo wszystko nie żałuję że moja syryjska wiza jest już w moim paszporcie w szufladzie :)


Ponoć Armenia pod względem kulinarnym stanowiła rozczarowanie w porównaniu z Turcją i Gruzją. Ich kuchnia jedynie kopiuje sąsiadów a nawet te kopie są raczej nieudolne i w dodatku drogie. Na szczęście teraz już do końca zostały tylko kraje w których można zjeść same dobre rzeczy.


No i ponoć monastyrów mają już dość. No to teraz meczety

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz